Sernik na zimno

Sernik jest dobry na każdą okazję. Ten który zrobiłam na Wielkanoc to sernik na zimno, nie wymaga pieczenia, tak więc na pewno nie będzie miał zakalca i nie opadnie 😉

Składniki:

1kg sera w kubełku – mielonego

0,5l śmietany kremówki

Sok z 0,5 – 1 cytryny

1 puszka brzoskwiń w syropie

20-25dkg cukru pudru

1 żelatyna (50g – na 2,5l płynu)

0,5 szklanki wody

2 galaretki brzoskwiniowe + 800ml wody

Biszkopty lub herbatniki

Formę do sernika wyłożyć folią lub papierem do pieczenia, żeby ser nie przeszedł takim nieprzyjemnym metalicznym smakiem. Na dno formy wyłożyć ciastka zapełniając wszystkie wolne przestrzenie. Można oczywiście upiec cienki biszkopt, wtedy będzie jeszcze lepiej, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sobie życie ułatwić. Ja zawsze zwilżam ciasto mlekiem, lub osłodzoną wodą z sokiem cytrynowym. Lubię jak ciasto pod tym sernikiem jest wilgotne i dobrze przyklejone do masy serowej.

Brzoskwinie odsączamy z syropu. Odkładamy 3-4 brzoskwinie do dekoracji, resztę kroimy na kawałki. Syrop można zachować – przyda się do galaretki.

Ser wykładamy z pojemnika i miksujemy dodając 5 łyżek syropu z brzoskwiń, cukier i sok wyciśnięty z cytryny. Trudno podać właściwie proporcje, ponieważ warto dopasować ilość cukru i cytryny do posiadanego sera i własnego smaku – w zależności od tego czy lubimy bardziej słodki, czy kwaskowy. Trzeba próbować. Warto przy tym pamiętać, że na wierzchu będzie galaretka która sama w sobie jest bardzo słodka.

Rozpuszczamy żelatynę we wrzątku – 0,5 szklanki wody. Ja użyłam całą torebkę żelatyny, bo wydaje mi się, że mniejsza ilość nie usztywni odpowiednio sera. Musimy uważać, żeby nie zastygła.

W osobnym naczyniu ubijamy schłodzoną śmietanę uważając, żeby nie przedobrzyć – tylko do momentu gdy zaczyna być mniej płynna, ale jeszcze nie całkiem sztywna.

I teraz nie zwlekając musimy wszystko połączyć w jedną smakowitą mieszankę. 2 łyżki masy serowej rozbełtujemy z chłodną żelatyną i dodajemy do całości sera. Miksujemy dokładnie, dodajemy śmietanę i mieszamy niezbyt długo, ale dokładnie. Na koniec dodajemy pokrojone brzoskwinie, mieszamy i całość wykładamy na przygotowane biszkopty. Odstawiamy w chłodne miejsce do zastygnięcia.

W tym czasie bierzemy się za rozpuszczanie galaretek w gorącej wodzie. Ja wykorzystuję syrop pozostały po brzoskwiniach i dopełniam wodą do właściwej objętości. Na zastygniętym serze układam dekoracyjnie pozostawione brzoskwinie i zalewam odrobiną schłodzonej galaretki – tylko tyle, żeby „przykleiła” owoce do sera. Nigdy nie wylewam na raz całej galaretki, gdyż mogłaby zbytnio ocieplić masę serową i wpłynąć pod spód. A ponadto cała dekoracja z owoców wypłynęłaby na wierzch i nie wyglądałoby to najlepiej. Gdy zastygnie pierwsza warstwa galaretki wylewam resztę i odstawiam do chłodnego miejsca. Można wylewać galaretkę w 3 etapach – wtedy jest pewność, że owoce nie wypłyną na wierzch, ale czasem, gdy zauważamy, że galaretka jest na granicy zastygnięcia w naczyniu, lepiej ją wylać na sernik niż przetrzymać.

I już mamy przepyszny sernik. Dużo lepszy niż jakikolwiek z proszku lub kupny. A co najważniejsze – własnoręcznie przygotowany.

Smacznego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.